UK

9 miesięcy.

Tyle czasu jestem w Wielkiej Brytanii. Być może to po prostu whiskey, być może to fakt, że zbierałem się do napisania tego wpisu już od jakiegoś czasu, ale chcę się podzielić swoimi doświadczeniami. W końcu zebrałem się, w końcu mam chwilę wolnego czasu – wykorzystajmy go przynajmniej w jakimś stopniu produktywnie. 

Read more

Żyjemy w przyszłości

Smartfon

To już dzisiaj, takie mam wrażenie. Żyjemy w czasach, które widzieliśmy w Star Treku, czy innych filmach Sci-Fi. Na co dzień nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. Tymczasem na własnej skórze przekonałem się, że dziś bez smartfona jak bez ręki.

Uwaga – będzie długo, bo lubię czasem napisać dłuższy tekst.

Czytaj dalej „Żyjemy w przyszłości”

Moja przygoda z radiem

Uwaga, ten wpis jest kompletnie nudny i zawiera moje przemyślenia oraz historie. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Nie sięgam pamięcią na tyle daleko, żeby wiedzieć, kiedy pojawiła się w moim życiu pasja do wszystkiego, co elektroniczne – czy to cyfrowe, czy analogowe. Pamiętam natomiast, że już w wieku lat 6 potrafiłem zepsuć komputer, a 7 – nawet sam go naprawiałem. Może przyczynił się do tego fakt, że sąsiad, znudzony którymś z kolei formatem pokazał mi, jak się go robi.

Czytaj dalej „Moja przygoda z radiem”

Dzień dobry wieczór

Cześć wszystkim!

Moje podejście do pisania bloga numer π^2.

Zawsze się łudzę, że coś z tego wyjdzie. No więc stawiam takiego bloga, ładnie komponuję z moją stroną, robię dużo różnych dziwnych rzeczy. A potem siadam, przez kilka dni piszę regularnie, potem coraz rzadziej, aż w końcu blog zostaje zarzucony. Ale w pewnym momencie do tego wracam, znów wrzucę kilka notek i błędne koło się zamyka.

Może to dlatego, że próbowałem pisać na siłę, jakieś tam techniczne posty, różne dziwne rzeczy. Czasem bełkot. Dlatego to rzucam. Ostatnio siedząc i gapiąc się w monitor stwierdziłem, że to moja domena, mój serwer. Mój kawałek sieci. I tak w gruncie rzeczy to nikt mi nie zabroni wrzucać tu czegokolwiek. Dlatego tak też będę robił. To nie będzie stricte techniczny blog. To nie będzie coś, bo chcę się upubliczniać, obedrzeć z resztek prywatności, czy coś w tym stylu. Raczej coś, w co przeleję swoją frustrację, będę się chwalił osiągnięciami. A może i nie? Ciężko powiedzieć.

W sumie, i tak nikt tego nie czyta. Czasem ktoś wpadnie, popatrzy kilka wpisów. Czasem ktoś wskoczy z Google, bo akurat wrzuciłem ciekawe rozwiązanie problemu. Tyle. Cóż więc za różnica?

Heh, zadaję to pytanie sam sobie. W ramach wykładów z WDI mieliśmy teorię informacji. Tak więc kilobajty bełkotu zaleją nieco przestrzeni dyskowej mojego serwera. A jak ktoś to przeczyta, to fajnie. Jak zrozumie – trochę gorzej. Jak się będzie z tym identyfikować to już w ogóle tragedia i prawdopodobnie powinien się leczyć. 🙂

Heh.

Przejrzę backupy starego bloga, zobaczę, czy coś się nadaje do przeniesienia. Jak tak, to zapewne i tak dopiero po redakcji, bo czasem jak czytam sam siebie to sam mam dziwne myśli. W każdym razie, kończę. See ya.