Categories
Babble

Wtorek

Piąta piętnaście. Budzę się zmęczony. Moi kochani sąsiedzi śpią twardo, mimo, że wibracje ich telefonów wprawiają w ruch ściany całego budynku. Po co ustawiasz ten budzik, skoro go nie słyszysz? – myślę. Ja słyszę.

Podnoszę się, bo nie ma sensu próbować zasnąć gdy, po całym mieszkaniu dudni bzzz, bzzz, bzzz. I tak miałem wstać za godzinę.

Odsłaniam okno. Beton. Kocham miasto.

Słońce podnosi się leniwie, gdy biorę gorący prysznic. Słyszałem, że na pobudkę najlepszy jest zimny. Kto normalny bierze zimny prysznic? Brr. Wychodzę, ubieram się, wstawiam wodę na kawę. Śniadanie. Wybieram z lodówki, co jest. Została jeszcze bułka, co udaje chleb. Zjadam śniadanie, sprawdzając prognozę pogody. Pochmurno, temperatura od 2 do 10 stopni. Czyli będzie albo zimno albo jeszcze zimniej. Faktycznie, pomocne.

Kawa.

Najlepszy organiczny dopalacz. To już uzależnienie, to mój poranny narkotyk. Powinienem odstawić i zacząć się wysypiać. Ha, dobre. Trudno. Kawa.

Wychodzę z domu, przechodzę przez puste uliczki. Wszyscy jeszcze śpią. Słońce pięknie oświetla ulice, wyglądając nieśmiało zza budynków. Miało być pochmurno – myślę. Muszę zmienić aplikację od pogody. Mimo to, jedno się zgadza. Jest zimno.

Doczłapałem do auta. Szyba do skrobania. Odpalam silnik, żeby kabina się choć trochę rozgrzała, po czym rozpoczynam walkę ze szronem. Rytmiczne ruchy, dźwięk szurania, pobudka o godzinę za wcześnie… Mózg mi się wyłącza, a przecież za chwilę będę prowadził.

Kilka minut później szyby są już wystarczająco czyste, żeby nikogo po drodze nie rozjechać. Wsiadam. Mmm… Nie są to tropiki, ale przynajmniej nie trzęsę się już. Włączam nawigację. 45 minut do pracy. Cudownie…

Godzinę później wchodzę do budynku. Witam się z wszystkimi – zaspanymi, jak ja. Włączam komputer, odpalam pocztę. 80 nowych wiadomości. Urgh, kawo, zacznijże działać.

Dzień mija mi stosunkowo szybko. Nic dziwnego, w końcu ledwo wybija piętnasta, a już za oknem jest ciemno. A ja posiedzę tu jeszcze ze dwie godziny. Kiedy już udało mi się wyrwać, zmierzam szybkim krokiem do auta. Może zdążę, może zdążę… Nie zdążyłem. Popołudniowe (nocne?) godziny szczytu. Niekończący się sznur samochodów jedzie 30 mil na godzinę w sześćdziesiątce… Jeśli nic po drodze się nie wydarzy, dojadę w ciągu godziny.

Osz żesz ciemna śrubka – myślę sobie, gdy w oddali widzę niebieskie błyskające światła. Wypadek, zderzyły się bus z ciężarówką. Klnę w duchu i zawracam, jak wszyscy za mną. Objazd dokłada mi kolejną godzinę drogi.

Dojeżdżam. Wrzucam coś w mikrofalę, pochłaniam gorący na zewnątrz i zimny w środku posiłek. Ubrania do pralki, ja pod kołdrę. Jutro powtórka z rozrywki…

Categories
Babble

Foto-podsumowanie 2018

I tak oto rok 2018 się zakończył. To był długi rok…

Categories
Babble United Kingdom

UK

9 miesięcy.

Tyle czasu jestem w Wielkiej Brytanii. Być może to po prostu whiskey, być może to fakt, że zbierałem się do napisania tego wpisu już od jakiegoś czasu, ale chcę się podzielić swoimi doświadczeniami. W końcu zebrałem się, w końcu mam chwilę wolnego czasu – wykorzystajmy go przynajmniej w jakimś stopniu produktywnie. 

Categories
Babble

Wrócił

Ci, którzy obserwują mnie na Instagramie bądź mają w znajomych na Facebooku zauważyli już pewnie, że jakość wstawianych przeze mnie zdjęć znacznie się poprawiła.

Tak. Wrócił. Naprawiony!

Categories
Babble

Żyjemy w przyszłości

To już dzisiaj, takie mam wrażenie. Żyjemy w czasach, które widzieliśmy w Star Treku, czy innych filmach Sci-Fi. Na co dzień nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. Tymczasem na własnej skórze przekonałem się, że dziś bez smartfona jak bez ręki.

Uwaga – będzie długo, bo lubię czasem napisać dłuższy tekst.

Categories
Babble

Poniedziałek

Uwaga! Wpis zawiera narzekanie i potężną dawkę sarkazmu. Jak cały blog. Jeśli nie rozumiesz tego komunikatu, opuść tę stronę. Dziękuję.

Jakże piękny poranek. Delikatne promienie słońca muskają mą wypoczętą twarz, a zza okna budzi mnie ćwierkanie ptaków i przyjazne głosy sąsiadów… Jest cudownie…

Categories
Babble

Moja przygoda z radiem

Uwaga, ten wpis jest kompletnie nudny i zawiera moje przemyślenia oraz historie. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Nie sięgam pamięcią na tyle daleko, żeby wiedzieć, kiedy pojawiła się w moim życiu pasja do wszystkiego, co elektroniczne – czy to cyfrowe, czy analogowe. Pamiętam natomiast, że już w wieku lat 6 potrafiłem zepsuć komputer, a 7 – nawet sam go naprawiałem. Może przyczynił się do tego fakt, że sąsiad, znudzony którymś z kolei formatem pokazał mi, jak się go robi.