Dziękuję sobie

Jakiś czas temu napisałem tekst o tym, że kupiłem ThinkPada x201. Dziś szczerze za to sobie dziękuję.

Co się stało? Jak głosi prawo Murphy’ego:

Jeśli coś może pójść źle, to pójdzie.

Siedzę sobie spokojnie, popijam kawkę, klepię odpowiedź na maila od klienta. Chłodny, zimowy poranek, grzejniki na maksa, bom zwierzęciem ciepłolubnym. Wstałem na chwilę. Nieuważnie, niezdarnie. Zaczepiłem kolanem o stół. Na nieszczęście stał tam on – żółty kubek wypełniony po brzegi wodą. Kto go tam, do jasnej anielki, zostawił?! Woda wszędzie, łapię za ścierkę, wycieram, co się da. Szczęśliwie wilgoć ominęła książki i zmierzała w kierunku krawędzi, by zamoczyć podłogę wszędzie, gdzie się da.

Zręcznym skokiem ratuję sytuację, blokując wodzie możliwość zalania drewnianej podłogi. „Mam cię!” – myślę sobie i rozglądam się, by podziwiać swą akcję ratunkową. Kiedy już miałem popadać w samozachwyt zdałem sobie sprawę z pewnego drobiazgu, nic nie znaczącej błahostki, malutkiego szczególiku… Też znasz, drogi czytelniku, ten moment, kiedy coś cennego wypada Ci z ręki, kiedy na chwilę tracisz kontrolę nad sytuacją, adrenalina natychmiast wypełnia całe Twoje ciało, a powietrze robi się jakby gęste? Czas zwalnia, a wszystkie Twoje mięśnie reagują z prędkością i siłą, z jakiej nie zdawałeś sobie sprawy?

Właśnie zobaczyłem jak woda radośnie, z szyderczym wręcz uśmiechem przepływa przez klawiaturę laptopa, by wypłynąć od jego spodu. Płynie w moim kierunku powoli, bez pośpiechu, a ja odnoszę wrażenie, że słyszę jak publiczność wiwatuje na jej cześć. A laptop przecież był włączony…

Z prędkością światła pędzę, a wręcz skaczę w tamtym kierunku, Warp factor 9 – engage. Staję w bezruchu patrząc na ekran i zamieram, nie wiedząc co robić. Przecież to moje jedyne narzędzie pracy, zapas został na drugim końcu kraju. Pliki to tam pikuś, w końcu jest backup, jest git, damy radę. Ale jak padnie sprzęt, to będę musiał coś na szybko wykombinować, ostatecznie da radę przez telefon. Ale co ja powiem klientowi?!

Stoję tak, patrzę w ekran, wiatrak chodzi, ekran działa, system reaguje, powiadomienia wyskakują jak zawsze – jak gdyby nigdy nic się nie stało. Sprawdzam klawisze – lekko wilgotne, ale woda przepłynęła przez komputer i nic mu nie jest.  We are the champions leci w tle.

Wygrałem.

Dopiero po chwili to do mnie dociera.

Siedzę i piszę ten wpis. Szczęśliwy, że x201 nie straszne zalanie. Upadek z wysokości. A podobno nawet przejechanie po nim samochodem, ale nie będę tego sprawdzał.

I tym samym dziękuję sobie, że miałem właśnie takie, a nie inne marzenia w dzieciństwie, że kupiłem ThinkPada, że robię automatyczne, regularne, off-site’owe backupy danych. Że projekty trzymam w repozytoriach git. Że w razie (odpukać) coś by się stało, wszystko mogę odzyskać.

Róbcie backupy.

Serio.

A weźże wyraź opinię!